wtorek, 22 listopada 2011

Gorzej jak wraca.

Patrząc na poprzednią notkę, mogę tylko powiedzieć, że głupszego człowieka niż ja nie znam. Pisze jedno, robię drugie. Taka kolej rzeczy? Czy może tylko u mnie? A może to po prostu nie jest takie łatwe? Nie jest. Ale czy wmawianie sobie na siłę, że jest inaczej coś zmieni? Coś poprawi? W czymś pomoże? A może robi się to po to, żeby sobie to wmówić? Wtedy myślisz, że będzie Ci łatwiej. Gówno prawda. Zawsze jest tak samo. Wraca. czy chcesz czy nie. Jeśli kochasz to nie wyzbędziesz się tego z minuty na minutę.. z godziny na godzinę.. z dnia na dzień.. z tygodnia na tydzień.. z miesiąca na miesiąc... Nie wykonalne albo po prostu ja nie należę do tego grona osób. I choćbym nie wiem jak się starała, co robiła  i co sobie wmawiała, zawsze... kurwa zawsze! zobaczę go i kurwa znowu to samo. No pozdro, jak to ma tak wyglądać to ja dziękuje.
Sprawa się komplikuje, gdy są koledzy.. a szczególnie jeden. Prawda?:/

czwartek, 27 października 2011

Tylko uczucia.

Nienawiść, miłość... To tylko uczucia. Można się ich wyzbyć.. Można? Nie, nie można...
Czy żałuję? Nie, nie żałuję tego co było. Było fajnie, spędziłam ten czas zajebiście. Ale wszystko się kiedyś kończy. Trzeba to zaakceptować. Wiem, że nawet po długim czasie wcale nie będzie mi obojętny, kiedy go zobaczę emocje powrócą, ale to koniec, wymazuję nawet słowo 'nadzieja'. Nic to już dla mnie nie znaczy.. Nic.  Bo pewnego dnia być może się zatrzymasz i zrozumiesz jak silnym uczuciem Cię darzyłam, ale wtedy będzie za późno na cokolwiek. A nawet jeśli kiedyś zrozumiesz swój błąd powiem Ci słodkie 'spierdalaj', a wiesz dlaczego? Chociażby dlatego, że tak bardzo potrafisz ranić. Koniec zabawiania się moimi uczuciami.Tymczasem życzę Ci najzupełniej szczerze- szczęścia, ale tej Twojej nowej lasce, wszystkiego co najgorsze. Przykro mi. Taka już jestem. Wspominałam o tym. Tak, jestem chamska i wredna, ale dobrze mi z tym. Dla niektórych najzwyczajniej w świecie trzeba. 
Dziwne.. nienawidzić kogoś tak bardzo, mimo tego , że go nie znasz. Zastanawiające.
Aha i jeszcze jedno.. Od trzech dni żyję własnym błękitem. Z całego serca pierdolę Twój :)
Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?



wtorek, 25 października 2011

Wczoraj.Dziś.Jutro.

Z perspektywy czasu mogę już powiedzieć, że dzisiaj mnie to tylko śmieszy. Postępy widzę. I chciałabym żeby tak zostało. Tak szybko? Tak, tak szybko.
W życiu ważne są tylko chwile. Nic więcej. Po prostu żyj i ciesz się tym co Cię spotka.
Październikowe, zimne, nieprzyjazne powietrze. Poranna, chłodna pobudka, ciepła bluza, buty, kurtka i szalik. Znajomi, przyjaciele, ludzie, książki, ciepła herbata, papieros, rozmowy, uśmiechy, złość, zmęczenie, obojętność. A to wszystko bez Ciebie i bardzo dobrze: )

poniedziałek, 24 października 2011

Szansa.

Szansa. Szansa na co? Na zapomnienie, kochani, na zapomnienie. Czuję jakąś 'wewnętrzną siłę', która mnie ... wzmacnia? A może to tylko do czasu? Może to tylko na chwilę? Chciałabym żeby to trwało dłużej. Dużo dłużej. Do końca. Nie chce już ciągle o tym myśleć, dlatego z artystycznym akcentem - pierdole to. Po prostu.  Skoro ktoś ma takie podejście do sprawy to dlaczego ja muszę być smutna, kiedy ktoś w najlepsze się bawi? Poza tym czy to w ogóle jeszcze miało by sens? Czy to byłoby możliwe? Zaufanie po czasie i przejściach upada. Upada, czasami za nisko. Stanowczo za nisko. Nie wychodzi tak jakbyśmy tego chcieli. Zależy Ci na czymś, a potem możesz to łatwo zjebać i potem tylko żałować. Ale takie jest życie. Ciągle kopie nas w tyłek, a każdy mówi 'to nie ważne, idź dalej', a Ty podnosisz się z nadzieją, że kiedyś będzie lepiej. Co raz częściej myślę, że mają rację. Bo.. jak mogą jej nie mieć? Spójrz na to z innej strony. Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś ciągle wracał do jednego, ciągle przeżywał to samo, ciągle czuł to samo, rozczarowanie, smutek, ból? Każdemu z nas te uczucia są znane. Może z różnych przypadków i aspektów życia, ale jedno nas łączy- każdy przeżyje to w swoim życiu. Każdy. 
Mimo, że ludzie nas ranią i odchodzą, to właśnie Oni tworzą naszą historię. Historię naszego życia, która jest ważna. Po dwudziestu latach pomyślisz o kimś ważnym, kto dla Ciebie w tym momencie jest wszystkim i zastanowisz się co u niego, jak sobie radzi, a wiesz co wtedy się stanie? Wrócą wspomnienia z nim związane. Przeleci Ci przed oczami wszystko. Dosłownie. A wtedy pomyślisz ile rzeczy mogłeś zmienić i ile rzeczy mogłeś zrobić, ale z jakiegoś powodu ich nie wykonałeś. Pierwsza myśl? - Chciałbym/chciałabym cofnąć czas i zacząć od nowa. Dlatego - żyj chwilą i ciesz się z tego co masz.


Everything will be okay, baby.


niedziela, 23 października 2011

Pod górkę.

Jak to się mówi - 'pierdolnij smajla, mała'. Tak, łatwo powiedzieć, gorzej wykonać. Chcąc nie chcąc trzeba iść dalej, ale czy samemu? Nie chcę sama. Chcę z Nim. To dziwne. Mając tyle lat ile mam i darzyć kogoś tak silnym uczuciem. Jak to możliwe? Realne? Wykonalne? Jakaś masakra.

Co do zdania w poprzednim poście - 'Najcięższą rzeczą jest oglądanie kogoś kogo kochasz, kochającego inną osobę'. To prawda. Wiecie jak ciężko chociażby minąć ich na chodniku? To uczucie.. jest takie.. takie.. dziwne. Nie umiem nawet określić tego, co to jest. Co to za uczucie? Zazdrość, smutek, żal, nienawiść? Jakby to połączyć w jedno..(?) Co by wyszło? Mój umysł nie ogarnia w ogóle mojego stanu. Nie potrafi tego pojąć. Nie ogarnia o co kaman.
Takie pytanko. Wiecie może ile trwa 'proces odkochania'? Prosiłabym o pomoc, a najlepiej jakąś receptę na.. zapomnienie? Jezu.. co ja tu pisze. Mój post przez to  stracił sens. No cóż bywa różnie. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Mało kto rozumie moje położenie.

Brakuje mi tych dni, kiedy wszystko było tak zajebiście proste.

sobota, 22 października 2011

Pustka. Totalna pustka.

Miałeś/aś kiedyś uczucie totalnej pustki? Uczucie czegoś , czego Ci brakuje? Jakiejś ważnej części, ale sam nie wiesz jakiej? To coś jak 'mam ochotę coś zjeść, ale sam nie wiem co'.. Niee, to może jednak nie był trafny przykład. W każdym razie brak czegoś co jest dla Ciebie ważne, czegoś co codziennie wysysa z Ciebie tchnienie. Może to ktoś, a może to coś...(?)
Zastanawiałeś się kiedyś, kto tak naprawdę jest z Tobą, a kto przeciw Tobie? Miałeś wątpliwości? Zazwyczaj wprowadzają nas w ten stan zakłopotania, zwyczajne kłótnie. Kłótnie, które być może nie mają w ogóle sensu, a może znaczenia, a może właśnie odegrają w Twoim życiu dużą rolę, która przyniesie nieodwracalne skutki? Coś czego nie będziesz mógł cofnąć, coś czego bardzo długo będziesz żałował i coś czego bardzo długo będzie Ci brakowało? Wtedy zatrzymaj się. Pomyśl. Pomyśl, kilka razy czy warto tracić coś na czym Ci zależy.

Często rozczarowuję się na ludziach. Osoba, której uważasz, że możesz powiedzieć wszystko, okazuje się kimś zupełnie innym. Kimś kogo tak naprawdę nie znasz, kimś kogo nie powinieneś darzyć zaufaniem. Dlaczego tak jest? Jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy w kółko popełniają te same błędy. Kochają, ranią, obrażają, krzywdzą, odchodzą... Dlaczego? Tak po prostu? Jak tak można? Co w nas to powoduje..(?). Bywa tak, że sami kogoś zranimy, a potem mamy pretensje do całego świata, kiedy sami zostaniemy zranieni w ten sam sposób. Dziwne. Ironia losu, wręcz. Dlaczego jesteśmy zazdrośni o kogoś z kim nie jesteśmy, a może nie powinniśmy być, a nawet o nim myśleć? Przecież to chore. Tak , więc ... wszyscy jesteśmy chorzy. Chorzy na zazdrość. Wcale nie oznacza to , że to jest normalne. Zazdrość niszczy. Niszczy wszystko.


Najcięższą rzeczą jest oglądanie kogoś kogo kochasz, kochającego inną osobę.

poniedziałek, 17 października 2011

Nowa fala.

Coś jak 'fala szczęścia/radości' , sama nie wiem z czego to się wzięło. Po prostu, tak jakoś. Może to dzięki paru osobom? Szkoda, że wszystko się utrudnia w jednym momencie. Wszystko się jednym słowem jebie. Dziwne, że tak nagle, z niczego burzy się coś, co chcesz 'dokończyć budować', coś nad czym może nie pracowałeś nie wiadomo jak długo. Ale coś na czym Ci zależy, coś o czym nie chcesz pamiętać. Coś co próbujesz wymazać z pamięci. Zadaj sobie tylko jedno podstawowe pytanie. Czy aby na pewno tego chcesz? Jesteś tego do końca pewien, że tego właśnie potrzebujesz? Zapomnieć choćby o tej najmniejszej radości czy szczęściu, które Cie spotkało? Momentu, kiedy cieszyły Cię najbardziej błahe rzeczy? Kiedy cieszyłeś się bez powodu? Kiedy cieszyło Cię to, że za oknem pada deszcz, nawet jeśli go nie lubisz? Pomyśl i zastanów się czy chcesz zapomnieć. Wydaje mi się, że to nie jest rozwiązanie. A może nawet jestem tego pewna? Zawsze dziwiło mnie jak można zapomnieć, a nawet starać się zapomnieć o osobie, na której nam zależy lub zależało w dalszym ciągu. Ja sama jakoś tak nie potrafię. Nie wychodzi mi to. Mimo tego iż próbowałam, ale jak widać nic mi z tego nie przyszło. Mimo, że czasami życie cholernie dokopie Ci w tyłek trzeba nauczyć się żyć ze świadomością o porażce, nie ważne czy ona była ważna czy też mniej. Trzeba umieć przegrywać. Nie ma ludzi, którzy wiecznie mają wszystko, każdy w życiu przegra coś co dużo dla niego znaczyło, co nie wyklucza tego, że dużo może zyskać.

Wielu traci swoją szansę 'na lepsze jutro'.  Traci coś na czym zależało mu zbyt długo aby tak łatwo się poddać i z tego zrezygnować. Jak to się mówi 'Life is brutal'. Chcąc nie chcąc, musisz znosić świadomość tego, że coś w życiu Ci nie wyszło, że zmarnowałeś coś takiego, dzięki czemu mogłeś być szczęśliwy jak nikt inny. Dlaczego? Dlaczego ludzie tak łatwo rezygnują? Przebierają, wybierają, a potem tego żałują? Nie są pewni tego czego chcą, nie są pewni swoich uczuć, boją się wielu rzeczy, jedni boją się zakochać, inni boją się końca, jeszcze innych przeraża myśl o śmierci, inni mają wyjebane na wszystko bez wyjątku, inni kochają przyrodę, inni kochają naukę i sztukę piękną, w innych fascynację wzbudza box czy karate, inni zbierają znaczki, inni mają własne zdanie i mówią co myślą, przez co odbierani są jako 'chamscy i bez serca'. Zauważcie jacy jesteśmy różni. Każdy ceni w każdym co innego. Jedni lubią szczerość, drudzy wolą kłamstwo. Jaki byłby świat gdybyśmy byli tacy sami? Byłby jakiś sens? Każdy lubił by to samo, każdy bałby się tego samego. A jeśli jesteśmy różni mamy inny pogląd na świat i na ludzi, którzy nas otaczają. Dzięki temu, że się różnimy, mamy przyjaciół, ludzi którym możemy ufać i powiedzieć wszystko. Kiedy upadamy, dzięki Nim się podnosimy. A co jeśli miałbyś przyjaciela, który jest równie słaby, tak jak Ty w takiej samej sytuacji? Kto by Wam pomógł się podnieść, skoro wszyscy bylibyśmy tacy sami? Kto?

niedziela, 16 października 2011

Sen o przyszłości.

Często się zastanawiam jaka będę kiedyś? Jakie cechy z mojego charakteru pozostaną we mnie do końca? Kim będę w przyszłości? W jakim domu będę mieszkać? Jednorodzinny, a może w bloku? Z kim spędzę resztę swojego życia? Jakie będą moje dzieci? Wredne, chamskie, ułożone, grzeczne, rozpieszczone? Będę miała psa, czy może kota?
Jaka jestem ja sama? Na pewno nie ustępuję łatwo, chociaż ostatnio trochę to we mnie podupadło. Bywam chamska, wredna i złośliwa. Mam dość silny charakter, bynajmniej tak myślałam do tej pory. Czasami mam wrażenie, że to może zasługa moich braci? W końcu jestem najmłodsza, a oni... nie ma co się oszukiwać mają ciężki charakter , podobnie jak ja. Może coś się zmieniło? Myślę, że należę do odważnych. I mimo, że jestem czasami wredna i chamska jestem, kurwa wrażliwa... I łatwo mnie zranić, wbrew pozorom. Wszystko przeżywam na swój sposób. Myślałam, że moje zaufanie jest ograniczone do tych, którym powinnam ufać, ale wiele ludzi myli się co do swojej oceny i oceny innych. Czasami na korzyść, a czasami odwrotnie. Mam swoje zdanie i swoje zasady. Kolega powiedział, że 'na zasadach nie można żyć'. A może słowo 'zasady' to za duże słowo? Mam po prostu swoje przekonania i racje których się trzymam. Dla przyjaciół jestem w stanie poświęcić wiele,a przynajmniej takmi się wydaje.Staram się niczego nie żałować w życiu, co jak widać też ostatnio się troszkę zmieniło. I co ? Ktoś mi powie, że ludzie się nie zmieniają? Zmieniają i to jak bardzo...
Patrząc na mnie i na Niego w ostatnim czasie, tak.. mogę powiedzieć, że ludzie się zmieniają.

To koniec. Zabiliśmy w sobie wszystko ..

Kolejny dzień.

Kolejny, pusty dzień. Nie znaczący w sumie nic. A może jednak coś? Ehh.. sama nie wiem. Może coś w końcu ruszy? Coś się zmieni? Coś się wydarzy? Pociesza mnie to, że w ciągu dnia mój umysł ogranicza (chociaż trochę) codzienność. Problem w tym, że On sam stał się codziennością. Chcąc nie chcąc trzeba ruszyć dalej. Trzeba.. no właśnie trzeba, co nie znaczy, że będzie łatwo, bo wcale tak nie będzie. Trochę mnie to umocniło. Nauczyło, że muszę być jeszcze mniej ufna...Bardziej ostrożna. Ale przecież, żyje się raz, prawda? Więc dlaczego większość ludzi po takich sytuacjach tak się zmienia, podchodzi do kolejnych etapów z rezerwą? Nie dopuszcza do siebie nikogo tak jak wcześniej? Boi się czegoś, ale sam nie wie czego... Zamyka się w sobie... 
 Kurcze, naprawdę działa mi to na nerwy, że nie potrafię przestać. Nie umiem tak żeby mi nie zależało, chyba zawsze będzie.. no może nie zawsze, ale .. nie przestanie mi zależeć tak o po prostu. Zawsze będzie dla mnie w jakiś sposób ważny. W jakimś sensie podoba mi się to , że On potrafi mieć tak po prostu, bez żadnego 'ale' wyjebane. Pewnie dlatego, że sama nie potrafię się na to zdobyć. Ale z drugiej strony to cholernie boli. Usłyszałam od Niego wiele słów i bolało, boli i będzie bolało to , że mówiąc 'kocham' miał na myśli całkiem co innego. Albo mówiąc 'bardzo się cieszę' myślał inaczej. Może... Pf.. kogo ja oszukuję?


Na wszystko przychodzi odpowiedni moment . Najwyraźniej przyszedł ten najodpowiedniejszy, żeby powiedzie Ci jak bardzo ranisz mnie każdego dnia przytulając się do 'innej' . Jak głęboko wbijasz mi nóż w serce za każdym razem, gdy Cię mijam na ulicy, a Ty mnie nie zauważasz . To właśnie ten moment by wyznać Ci wszystko ze szczegółami . Dosłownie wszystko . Czuje, że to właśnie ta chwila . Czuję, lecz jednak i tak wiem, że tego nie zrobię . Za bardzo boję się mocniejszego bólu .Chociaż wiem, że mocniej już chyba bolec nie może .


sobota, 15 października 2011

Wieczór.

Taak.. Wieczór to ten etap dnia, którego po części nie lubię. Wtedy wszystkie myśli powracają w zawrotnym tempie i nie potrafię tego kontrolować. W głośnikach 'Peja- pozwól mi żyć', a dookoła pełno myśli. Kurcze, zastanawialiście się kiedyś czemu to jest takie trudne.? Mam wrażenie, że dziewczyny całkiem inaczej przeżywają rozstanie niż chłopaki. Oni tak po prostu przechodzą do tego na porządku dziennym, mają wyjebane. A dziewczyny? Płacz, histeria i Bóg wie co jeszcze.. Masakra. Działa mi to na nerwy, że nie umiem przestać myśleć. W ogóle to chyba nadużywam tu słowa 'myśli/myśli/myśleć'. 
Ludzie mówią, że trzeba iść dalej/żyć dalej/ iść do przodu/ cieszyć się życiem. Ale czy zdają sobie sprawę, że czasami to jest naprawdę ciężkie? Nie da się tak po prostu zapomnieć z dnia na dzień.. Przynajmniej ja tak nie potrafię.

Głupie ognisko! Kto je w ogóle wymyślił?! Dlaczego Ona.? Dlaczego On? Dlaczego ja?
Czasami żałuję, że przeszło to z przyjaźni na związek... Może przyjaźń była by lepszym rozwiązaniem? Z drugiej strony... nie byłabym do końca szczęśliwa. Ale co to zmienia jeśli teraz też nie jestem? Czy to ma jakieś znaczenie? Czy coś się w końcu ruszy w tym moim życiu i sprawi mi  tak miłą niespodziankę i rozjebie system szczęściem? Może kiedyś...

,,Z przyjaźni miłość-zawsze, z miłości przyjaźń-nigdy.''


Zaczynać zawsze ciężko.

Pewnie co druga osoba, która tu kiedyś wejdzie, myśli ' o nie.. znowu kolejny blog o zranionej dziewczynce'... I może po części będzie to prawda. Ale z drugiej strony jakoś nie mogę się odwieźć od tego pomysłu żeby tu pisać. Nie wiem ile to potrwa.. Może mi się znudzi po tygodniu... miesiącu, a może dwóch. 
Często się zastanawiam co takiego robię źle, co jest ze mną nie tak? Przyjaciele
(a raczej przyjaciółka i dobry, bardzo dobry kumpel) powtarzają 'wszystko z Tobą okej, to jego wina'. Skąd mogę wiedzieć? Może Jego zdaniem to właśnie moja wina? Może nie byłam wystarczająco 'fajna, ładna i zajebista' jak Ona...? Bo Ona taka jest... Widać jest dla Niego ideałem.
Sama w tym wszystkim nie byłam wzorem zachowania... Zostawiłam go dwa razy, a wkońcu za trzecim nam się udało.. 17 dni.. mało czy dużo? Dla mnie za mało, naprawdę zbyt mało, z taką osobą jak On można chcieć tylko dłużej. Potem najgorszy tydzieeń.. Zerwał, a ja nie wiedziałam czemu.. Zupełnie, tak po prostu.. bez żadnego słowa wyjaśnienia. Chodziłam, katowałam przyjaciółkę moim złym humorem i samopoczuciem. Gadałam o jednym, aż wstyd się przyznać, że nie było ze mną innego tematu..  Po ośmiu dniach poszliśmy w parę osób na tory (chyba dużo nastolatków tam chodzi , prawda?) .. Próbowałam z Nim rozmawiać (zdziwiłam się, że wogóle chciał pójść, sam z i siebie)już wcześniej, bez rezultatów. Dlatego uznałam, że może teraz się uda.. I pogadałam z Nim wtedy. Zapytałam ostatni raz czy mi powie. Odpowiedzi chyba nie muszę pisać? Tak, było oczywiste, że brzmiała ona 'nie'. Był jakiś taki smutny.. Ale dałam mu spokój.. Wracając chciał pogadać i wyjaśniło się w czym miał problem .. Zapytał czy chcę z Nim jeszcze być.. Jaka była moja odpowiedź? Proste, że tak. I znowu było pięknie. Na osiem dni. Osiem zajebistych dni... Które minęły zbyt szybko. I wielki rozczarowujący END.

Skąd nazwa bloga? Time is Curing . ? Stąd, że większość ludzi mówi, że czas leczy rany.


Zapomnieć..
Takie proste słowo. Gdyby część jej mózgu potrafiła od tak, po prostu wymazać informację bez śladu. Tak Jak zapomniała o drobiazgach: wysłaniu życzeń, oddaniu książki do biblioteki, kupieniu pasty do zębów podczas zakupów w supermarkecie. Z wielkimi wydarzeniami nie jest już jednak tak łatwo. Wyryły się w pamięci na zawsze. Żyją w tkankach mózgu, pod skórą, we krwi. Zwinięte w kłębek, drzemią w nieświadomości, do czasu, aż coś je zbudzi. Czasami wspomnienia wracają, co boli tak bardzo...