sobota, 15 października 2011

Zaczynać zawsze ciężko.

Pewnie co druga osoba, która tu kiedyś wejdzie, myśli ' o nie.. znowu kolejny blog o zranionej dziewczynce'... I może po części będzie to prawda. Ale z drugiej strony jakoś nie mogę się odwieźć od tego pomysłu żeby tu pisać. Nie wiem ile to potrwa.. Może mi się znudzi po tygodniu... miesiącu, a może dwóch. 
Często się zastanawiam co takiego robię źle, co jest ze mną nie tak? Przyjaciele
(a raczej przyjaciółka i dobry, bardzo dobry kumpel) powtarzają 'wszystko z Tobą okej, to jego wina'. Skąd mogę wiedzieć? Może Jego zdaniem to właśnie moja wina? Może nie byłam wystarczająco 'fajna, ładna i zajebista' jak Ona...? Bo Ona taka jest... Widać jest dla Niego ideałem.
Sama w tym wszystkim nie byłam wzorem zachowania... Zostawiłam go dwa razy, a wkońcu za trzecim nam się udało.. 17 dni.. mało czy dużo? Dla mnie za mało, naprawdę zbyt mało, z taką osobą jak On można chcieć tylko dłużej. Potem najgorszy tydzieeń.. Zerwał, a ja nie wiedziałam czemu.. Zupełnie, tak po prostu.. bez żadnego słowa wyjaśnienia. Chodziłam, katowałam przyjaciółkę moim złym humorem i samopoczuciem. Gadałam o jednym, aż wstyd się przyznać, że nie było ze mną innego tematu..  Po ośmiu dniach poszliśmy w parę osób na tory (chyba dużo nastolatków tam chodzi , prawda?) .. Próbowałam z Nim rozmawiać (zdziwiłam się, że wogóle chciał pójść, sam z i siebie)już wcześniej, bez rezultatów. Dlatego uznałam, że może teraz się uda.. I pogadałam z Nim wtedy. Zapytałam ostatni raz czy mi powie. Odpowiedzi chyba nie muszę pisać? Tak, było oczywiste, że brzmiała ona 'nie'. Był jakiś taki smutny.. Ale dałam mu spokój.. Wracając chciał pogadać i wyjaśniło się w czym miał problem .. Zapytał czy chcę z Nim jeszcze być.. Jaka była moja odpowiedź? Proste, że tak. I znowu było pięknie. Na osiem dni. Osiem zajebistych dni... Które minęły zbyt szybko. I wielki rozczarowujący END.

Skąd nazwa bloga? Time is Curing . ? Stąd, że większość ludzi mówi, że czas leczy rany.


Zapomnieć..
Takie proste słowo. Gdyby część jej mózgu potrafiła od tak, po prostu wymazać informację bez śladu. Tak Jak zapomniała o drobiazgach: wysłaniu życzeń, oddaniu książki do biblioteki, kupieniu pasty do zębów podczas zakupów w supermarkecie. Z wielkimi wydarzeniami nie jest już jednak tak łatwo. Wyryły się w pamięci na zawsze. Żyją w tkankach mózgu, pod skórą, we krwi. Zwinięte w kłębek, drzemią w nieświadomości, do czasu, aż coś je zbudzi. Czasami wspomnienia wracają, co boli tak bardzo...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz