niedziela, 16 października 2011

Kolejny dzień.

Kolejny, pusty dzień. Nie znaczący w sumie nic. A może jednak coś? Ehh.. sama nie wiem. Może coś w końcu ruszy? Coś się zmieni? Coś się wydarzy? Pociesza mnie to, że w ciągu dnia mój umysł ogranicza (chociaż trochę) codzienność. Problem w tym, że On sam stał się codziennością. Chcąc nie chcąc trzeba ruszyć dalej. Trzeba.. no właśnie trzeba, co nie znaczy, że będzie łatwo, bo wcale tak nie będzie. Trochę mnie to umocniło. Nauczyło, że muszę być jeszcze mniej ufna...Bardziej ostrożna. Ale przecież, żyje się raz, prawda? Więc dlaczego większość ludzi po takich sytuacjach tak się zmienia, podchodzi do kolejnych etapów z rezerwą? Nie dopuszcza do siebie nikogo tak jak wcześniej? Boi się czegoś, ale sam nie wie czego... Zamyka się w sobie... 
 Kurcze, naprawdę działa mi to na nerwy, że nie potrafię przestać. Nie umiem tak żeby mi nie zależało, chyba zawsze będzie.. no może nie zawsze, ale .. nie przestanie mi zależeć tak o po prostu. Zawsze będzie dla mnie w jakiś sposób ważny. W jakimś sensie podoba mi się to , że On potrafi mieć tak po prostu, bez żadnego 'ale' wyjebane. Pewnie dlatego, że sama nie potrafię się na to zdobyć. Ale z drugiej strony to cholernie boli. Usłyszałam od Niego wiele słów i bolało, boli i będzie bolało to , że mówiąc 'kocham' miał na myśli całkiem co innego. Albo mówiąc 'bardzo się cieszę' myślał inaczej. Może... Pf.. kogo ja oszukuję?


Na wszystko przychodzi odpowiedni moment . Najwyraźniej przyszedł ten najodpowiedniejszy, żeby powiedzie Ci jak bardzo ranisz mnie każdego dnia przytulając się do 'innej' . Jak głęboko wbijasz mi nóż w serce za każdym razem, gdy Cię mijam na ulicy, a Ty mnie nie zauważasz . To właśnie ten moment by wyznać Ci wszystko ze szczegółami . Dosłownie wszystko . Czuje, że to właśnie ta chwila . Czuję, lecz jednak i tak wiem, że tego nie zrobię . Za bardzo boję się mocniejszego bólu .Chociaż wiem, że mocniej już chyba bolec nie może .


2 komentarze: